Unijnych dowodów osobistych, Polacy nie otrzymają w wymaganym terminie

Biometryczne_DO.jpg

Kancelaria Premiera rozpisze nowy przetarg na czytniki do dowodów. Te, które chciała kupić, okazały się nic niewarte – informuje serwis Rp.pl

Jak wyjaśnił serwis Rp.pl - Wszystkie wydawane na terenie Unii Europejskiej dokumenty tożsamości od sierpnia tego roku muszą mieć lepsze zabezpieczenia i posiadać drugą cechę biometryczną, czyli linie papilarne posiadacza – to unijny wymóg, wynikający z rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2019/1157 z 20 czerwca 2019 r. Odciski palców będą pobierane w urzędzie, przy składaniu wniosku o wydanie dowodu osobistego, jak ma to miejsce już teraz, przy paszportach.

Jesienią ubiegłego roku wiceminister Paweł Szefernaker podkreślał, że „wszystkie państwa członkowskie muszą być przygotowane, aby 2 sierpnia wprowadzić unijne rozporządzenie w życie". Tak się nie stanie.

Polska jako jedyny kraj Unii Europejskiej nie rozpocznie od 2 sierpnia wydawania obywatelom dowodów osobistych „na odcisk palca". Mimo iż mieliśmy jak każde państwo unijne na przygotowania dwa lata, to na miesiąc przed zakupem sprzętu Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego negatywnie zaopiniowała czytniki wybrane w przetargu. Miała dostarczyć je firma z Gdyni.

Jak odpowiedziała „Rzeczpospolitej" Kancelaria Premiera, która ogłaszała ten przetarg „z uwagi na wystąpienie ważnych przyczyn, umowa została rozwiązana 9 lipca 2021 r., ze skutkiem natychmiastowym". KPRM podkreśliła jednak, że „nie poniosło tytułem tego jakichkolwiek kosztów". Przyznała, że „egzemplarze testowe zostały dostarczone do ABW po dokonaniu wyboru w trybie ustawy pzp".

Choć umowa między stronami mówi, że w przypadku jej wypowiedzenia „wykonawcy przysługuje wynagrodzenie za prawidłowo wykonaną część umowy oraz że zrzeka się on roszczeń odszkodowawczych z tego tytułu" – gdyńska firma nie otrzyma pieniędzy. „Skarb Państwa nie poniósł z tego tytułu żadnej szkody" – stwierdziła KPRM.

Poseł Marek Biernacki, członek sejmowej Komisji Spraw Wewnętrznych jest zbulwersowany całą sprawą.
– Jak to nie poniosła szkody? Ponieśli ją obywatele Polski, którzy nie otrzymają dowodów z danymi biometrycznymi i mogą mieć z tego powodu kłopoty podczas kontroli granicznej. To był unijny przetarg, którego Polska jako jedyny kraj nie potrafiła sprawnie zrobić. To jest międzynarodowy blamaż – mówił Biernacki.

Zgodnie z przetargiem firma miała 30 dni na dostawę 7,5 tys. skanerów dla gmin, które wydają dowody osobiste. Wybrano ją 30 kwietnia (jej oferta była najtańsza – 1 301 217 zł, a więc 176 zł za sztukę – rząd planował wydać 2 mln zł więcej), więc powinna dostarczyć sprzęt w czerwcu. Ona sama nie czuje się poszkodowana, nie chce jednak odpowiedzieć, kto jest producentem sprzętu – czytamy w informacji.

Jak pisał wcześniej serwis Rp.pl, to Kancelaria Premiera popełniła błąd w przetargu na czytniki do dowodów osobistych. Sprzęt o niskiej jakości zamówiła dla dużej bazy danych, na co zwracały uwagę startujące w przetargu firmy.

Wadliwy miał być niski profil skanowania – KPRM wskazała FAP10, który nie skanuje w całości linii papilarnych palca. W przypadku 30 mln osób w bazie nie gwarantuje to odpowiedniej weryfikacji – stwierdził serwis Rp.pl

W dalszej części czytamy w informacji, że serwis skierował zapytanie do KPRM, której odpowiedź przytacza w artykule. „Przed opublikowaniem dokumentacji przetargowej KPRM nie udziela informacji na temat zamówienia”

Sprawa wzbudziła ogromne kontrowersje, także dlatego, że prezesem firmy Integra BROP z Gdańska, która wygrała przetarg, oferując nieodpowiedni sprzęt, jest Robert Gawryś, były funkcjonariusz Straży Granicznej i były szef warszawskiej delegatury CBA. Na skierowane przez serwis pytania, skwitował dwuzdaniowym oświadczeniem: „Uprzejmie informuję, że umowa pomiędzy Integra BROP i KPRM została rozwiązana. Skarb Państwa nie poniósł żadnych strat" – wskazał zapytany w informacji.  (jmk)

Foto: GazetaPrawna.pl
Źródło: Rp.pl