Wielka farma fotowoltaiczna zaczęła działać na rynku, na którym do tej pory przeważały klasyczne elektrownie cieplne. — Mamy nad nimi przewagi — deklarował przedstawiciel współodpowiedzialnej za operację firmy Respect Energy.
W polskiej elektroenergetyce wydarzył się niedawno kolejny przełom. Pierwsza zawodowa elektrownia słoneczna zadebiutowała na rynku bilansującym, gdzie będzie świadczyć usługi bilansujące. Chodzi o farmę fotowoltaiczną Zwartowo — wielkoskalową instalację o mocy 204 MW należącą do niemieckiej firmy Goldbeck Solar. Właściciel wszedł na nowy rynek dzięki współpracy z polską spółką Respect Energy, która od 21 kwietnia odpowiada za obrót produkowaną energią – podał serwis Businessinsider.com.pl.
Rynek bilansujący — czy w tym przypadku, dokładnie rynek usług bilansujących, do tej pory zdominowany przez elektrownie konwencjonalne — zyskał tym samym nowego gracza, który będzie mógł odpowiadać na polecenia operatora systemu przesyłowego dotyczące zwiększania albo zaniżania produkcji energii. Operator, czyli Polskie Sieci Elektroenergetyczne używa tego rynku (tzw. rynku technicznego) jako narzędzia do zapewniania w czasie rzeczywistym zgodności między podażą a popytem na prąd - wyjaśniono.
W uproszczeniu chodzi o to, żeby w systemie było go zawsze "w sam raz", o ile nie uda się tego zapewnić na klasycznym rynku energii. Jak informuje Goldbeck Solar, przed swoim debiutem farma Zwartowo musiała przejść trwający ok. 14 miesięcy okres kwalifikacji, by udowodnić, że spełnia wszystkie techniczne wymagania, w tym sterowalność, ale też wysoką jakość danych czy prognoz swojej pracy – czytamy dalej.
Rynek energii już odczuwa skutki wojny. Prezes czołowej polskiej firmy OZE mówił, na co mogą liczyć odbiorcy – napisano w informacji.
W opublikowanym komunikacie firma podaje, że obecność na nowym rynku staje się "strategicznym narzędziem poprawy ekonomiki aktywów odnawialnych" — pozwala po prostu więcej i stabilniej zarabiać, zwłaszcza w erze coraz częstszej nadpodaży zielonej energii, cen ujemnych i przymusowych wyłączeń, W krótkoterminowej perspektywie farmy fotowoltaiczne mogą zyskać do 10 proc. wzrostu przychodów, a w dłuższej — ok. 4 proc. - wskazano
Przedstawiciel Goldbeck Solar, Affan Ahsan, dodaje, że nowa aktywność pozwoli jednostkom odnawialnym "wyjść poza rolę biernych odbiorców ceny" i czynniej wpływać na system. Ciekawostką jest też fakt, że farma Zwartowo znajduje się w pomorskiej gminie Choczewo wyrastającej na jeden z nieformalnych głównych ośrodków polskiej energetyki — to tam powstanie pierwsza elektrownia jądrowa i będą doprowadzane moce z farm wiatrowych na Bałtyku – czytamy.
Czym tak naprawdę handluje się na rynku usług bilansujących? Tłumaczył to Karol Wolański, Head of Flexibility and Aggregation w zarządzającej produkcją farmy Zwartowo Respect Energy.
— Na rynku bilansującym operator bilansuje popyt i podaż na energię, wydając polecenia zawyżania albo obniżenia produkcji. Rynek usług bilansujących jako istniejący od dwóch lat segment tego rynku pozwala PSE planować z wyprzedzeniem rezerwy mocy w systemie, po to żeby utrzymywać w nim odpowiednią częstotliwość — mówił.
Usługi bilansujące pozwalają więc zachowywać odpowiednie parametry sieci gwarantujące bezpieczeństwo energetyczne. Wynagrodzenie, ustalane rynkowo, otrzymuje się za samą gotowość do wykonania poleceń operatora oraz oddzielnie za aktywacje - wskazano.
Dostawca usług bilansujących taki jak Respect Energy deklaruje Polskim Sieciom Elektroenergetycznym grafik pracy swoich źródeł, a operator może na tej podstawie planować pracę całego systemu.
— Deklarujemy w ten sposób, że jesteśmy na wezwanie operatora, jeżeli będzie potrzebował naszych rezerw; będziemy wtedy mogli dostarczyć energię lub zaniżyć jej produkcję, Jeszcze niedawno w ogóle nie istniał rynek dla takich usług — operator zawierał co prawda bilateralne umowy z jednostkami wytwórczymi centralnie dysponowanymi, czyli wielkimi elektrowniami konwencjonalnymi, nie było w tym jednak elementu konkurencji — objaśniał Karol Wolański.
Rolą rynku usług bilansujących — podobnie jak rynku mocy, który jednak operuje w dłuższych przedziałach czasowych i ma służyć jako mechanizm "na wszelki wypadek" — jest więc gotowość do pracy źródeł na polecenie operatora. Czy źródła odnawialne takie jak farmy fotowoltaiczne czy wiatrowe, które zależą przecież od pogody, się do tego nadają? Ekspert z Respect Energy przekonywał, że tak.
—Pokutuje przekonanie, że pogodozależne OZE są zbyt nieprzewidywalne, żeby dało się zaplanować ich generację. To jednak nieprawda — harmonogramowanie produkcji na następną dobę wcale nie jest obarczone tak dużym ryzykiem błędu. Na podstawie prognozy pogody, w tym zachmurzenia, jesteśmy w stanie założyć nie tylko średnią ilość wytworzonej energii elektrycznej, ale też minimalną generację mocy. Możemy więc odpowiedzialnie deklarować PSE, że w takich a takich godzinach będziemy w stanie odpowiedzieć na ich polecenie — przekonywał Wolański.
Specjalista dodał przy tym, że źródła pogodozależne jako dostawcy usług bilansujących mają nawet przewagi nad klasycznymi elektrowniami konwencjonalnymi; jest nimi łatwiej zarządzać.
— Działanie takich instalacji jak farmy PV opiera się po prostu na elektronice. To sterowanie inwerterem, który, mówiąc potocznie, jest po prostu na "pstryknięcie". Możemy go zdalnie włączać i wyłączać, kiedy zachodzi taka potrzeba, tymczasem klasyczne bloki węglowe charakteryzują się pewną ociężałością związaną np. z aktywacją bądź wygaszaniem kotłów. W praktyce odpowiedzi źródeł pogodozależnych na polecenia operatora mogą być szybsze i dokładniejsze — mówił rozmówca serwisu.
Spytany o potencjalne sankcje za niedostarczanie usług bilansujących jeżeli coś, np. nieprzewidziana zmiana pogody, stanie jednak na przeszkodzie, Karol Wolański odpowiedział, że PSE w takich sytuacjach nie będą osobno karać dostawców. Jedyną konsekwencją ma być konieczność odkupienia brakujących mocy po dowolnej cenie, które operator "awaryjnie" kupi od innego gracza na rynku.
— Dostaliśmy wyraźne potwierdzenie, że w przypadku niespełnienia polecenia, nie zostaniemy od razu wykluczeni z rynku. Oczywiście gdybyśmy nagminnie odchylali się od grafiku, PSE podejmie środki, to jednak skrajny scenariusz — wskazał Wolański.
Farma Zwartowo to pierwsza jednostka na rynku usług bilansujących z kategorii źródeł fotowoltaicznych i wiatrowych; do tej pory z szeroko rozumianych OZE w rynku brały udział sterowalne elektrownie wodne.
— Wiele podmiotów jest w trakcie kwalifikacji, ale pierwszeństwo jest po naszej stronie. Jako Respect Energy obsługujemy farmę Zwartowo od 21 kwietnia i już teraz widzimy, że przychody są wyższe niż zakładaliśmy. Źródła słoneczne mają wysoki potencjał redukcji wytwarzania w godzinach, które na rynku usług bilansujących są wyceniane najdrożej. Oczywiście z biegiem czasu, kiedy graczy na rynku będzie przybywać, ceny pójdą w dół, dziś jednak korzystamy z premii za pierwszeństwo — mówił Karol Wolański.
Ekspert tłumaczył, że rynek energii jest przekontraktowany — tzn. gdy podaż przewyższa na nim popyt — przede wszystkim w godzinach okołopoludniowych, kiedy źródła słoneczne są najbardziej aktywne. PSE potrzebują wtedy zanizać produkcję, czego najdalej idącym środkiem są coraz częstsze polecenia wyłączenia farm — redysponowanie nierynkowe, do którego na dużą skalę doszło np. w ostatnie święta wielkanocne. Dla producentów prądu z OZE to niekorzystny trend, świadczenie usług bilansujących i zarabianie na redukowaniu swoich mocy, gdy na rynku panuje przesyt, jest więc dla nich atrakcyjnym wyjściem – zauważono.
—Popyt na usługi bilansujące w systemie będzie występować zawsze, a im więcej źródeł pogodozależnych — tym częściej. Dla właścicieli instalacji OZE udział w tym rynku jest więc ciekawym sposobem na dywersyfikację przychodów, w tym na unikanie cen ujemnych i odgórnych wyłączeń instalacji — podsumował Karol Wolański. (jmk)
Foto: Pixabay.com
Źródło: Businessinsider.com.pl
Farma fotowoltaiczna z usługą bilansującą
