W ostatnim kwartale 2025 r. polskie przedsiębiorstwa zlikwidowały o niemal 14 proc. mniej miejsc pracy niż rok wcześniej. W całym minionym roku likwidacji było najmniej od co najmniej 2009 r., a i to w dużej mierze nie były zwolnienia, tylko etaty osób, które przeszły na emeryturę. Mimo to nad Wisłą narasta strach przed bezrobociem i tym, że o pracę będzie coraz trudniej. Jak tłumaczyć ten paradoks? - wyjaśnił w treści serwis Money.pl
Ponad 45 proc. Polaków oczekuje, że w horyzoncie 12 miesięcy zwiększy się poziom bezrobocia, w tym ponad 16 proc. spodziewa się znaczącego nasilenia tego zjawiska. To wynik kwietniowego badania koniunktury konsumenckiej GUS. Oba odsetki osiągnęły tym samym najwyższy poziom od pierwszych miesięcy 2023 r.
Obawy o wzrost bezrobocia narastają systematycznie od połowy 2025 r., co łatwo powiązać z doniesieniami o wzroście stopy bezrobocia rejestrowanego. Wskaźnik ten od czerwca minionego roku - za sprawą zmian regulacyjnych wprowadzonych nową ustawą o rynku pracy i służbach zatrudnienia - maluje jednak zbyt ponury obraz rzeczywistości – swierdzono.
Wiele innych danych wskazuje, że koniunktura na rynku pracy nie tylko jest bardzo dobra na tle historycznym, ale też ostatnio się poprawia – napisano.
W marcu stopa bezrobocia rejestrowanego sięgnęła 6,1 proc. w porównaniu do 5,4 proc. rok wcześniej. To wzrost o 0,7 pkt proc. Średnio od czerwca 2025 r. wskaźnik ten rośnie o 0,6 pkt proc. rok do roku, podczas gdy wcześniej przez cztery lata - od lipca 2021 r. - ani razu nie doszło do jego rocznej zwyżki o więcej niż 0,1 pkt proc. Ta zmiana trendu nie jest przypadkowa - podkreślono.
Nowe przepisy pozwalają osobom bezrobotnym rejestrować się w miejscu zamieszkania, a nie w miejscu zameldowania, a także umożliwiają uzyskanie tego statusu wszystkim rolnikom, a nie tylko tym, którzy posiadają niewielkie gospodarstwa. Ustawa złagodziła też kryteria wykreślania zarejestrowanych bezrobotnych z ewidencji oraz zdjęła z pracodawców obowiązek zgłaszania do urzędów pracy wakatów, zanim powierzą pracę cudzoziemcowi – napisano dalej.
Te zmiany z jednej strony dodatnio wpłynęły na liczbę osób rejestrujących się w urzędach pracy, z drugiej zaś - ujemnie wpłynęły na wyrejestrowania. W ciągu 10 miesięcy obowiązywania ustawy liczba nowych bezrobotnych malała w tempie niespełna 2 proc. rok do roku, podczas gdy w poprzednich 10 miesiącach - pomimo wolniejszego wzrostu gospodarczego - spadała o 3 proc. rok do roku. Liczba osób wypadających z rejestru bezrobotnych od czerwca 2025 r. malała średnio o 14 proc. rok do roku, a wcześniej - o 4 proc. Z kolei miesięczna liczba nowych ofert pracy zgłaszanych do urzędów stopniała średnio o 58 proc. rok do roku, podczas gdy wcześniej malała w tempie 2,5 proc. rok do roku – wskazał serwis.
Konsekwencją tych zmian był właśnie skokowy wzrost stopy bezrobocia rejestrowanego. Równolegle na rynku pracy mogły wprawdzie zachodzić inne zmiany, które popychały ten wskaźnik w górę, ale istnieją powody, aby sądzić, że ich znaczenie było niewielkie – zaznaczono.
Przede wszystkim wzrost stopy bezrobocia był skumulowany w dwóch pierwszych miesiącach obowiązywania nowej ustawy. W czerwcu 2025 r. wskaźnik ten miesiąc do miesiąca się nie zmienił, mimo że w ostatnich kilkunastu latach (pomijając pandemiczny 2020 r.) na początku lata malał przeciętnie o 0,3 pkt. proc. W lipcu z kolei podskoczył o 0,3 pkt. proc., podczas gdy w przeszłości zwykle malał o 0,1 pkt. proc. W tych miesiącach odstępstwa od sezonowego wzorca zmian stopy bezrobocia były więc wyraźne, wynosiły odpowiednio 0,3 i 0,4 pkt. proc. Ale w kolejnych były mniejsze, a niekiedy też miały przeciwny kierunek - napisano.
Efekt? Od sierpnia 2025 r. do marca 2026 r. stopa bezrobocia nad Wisłą zwiększyła się o 0,3 pkt. proc., podczas gdy typową zmianą w takim horyzoncie czasu było 0,4 pkt. proc. - wskazano.
Wpływ ustawy o rynku pracy i służbach zatrudnienia na kształtowanie się wskaźnika bezrobocia można pokazać też inaczej. Wyobraźmy sobie, że miesięczne zmiany (w ujęciu procentowym) liczby rejestracji osób bezrobotnych oraz liczby wyrejestrowań, w tym z tytułu podjęcia pracy, od czerwca 2025 r. do dziś kształtowały się tak samo jak w tym samym okresie rok wcześniej - podano.
W marcu stopa bezrobocia rejestrowanego wynosiłaby wówczas 5,5 proc. (wykres poniżej). Oznaczałoby to wzrost o 0,1 pkt proc. rok do roku. Liczba bezrobotnych zarejestrowanych w urzędach pracy wynosiłaby 850 tys., o niemal 100 tys. mniej niż w świetle oficjalnych danych. Gdyby z kolei te przepływy na rynku pracy kształtowały się tak, jak średnio w poprzednich trzech latach, stopa bezrobocia w marcu wynosiłaby 5,3 proc., a więc nawet mniej niż w tym samym miesiącu 2025 r. - czytamy
Te symulacje są oczywiście pewnym przybliżeniem. Na stopę bezrobocia wpływ ma m.in. to, jaka część nowych bezrobotnych to osoby, które straciły pracę, a jaką stanowią osoby, które wcześniej były bierne zawodowo. Stopa ta jest bowiem stosunkiem liczby osób bezrobotnych do aktywnych zawodowo – czyli pracujących lub bezrobotnych. Napływ do bezrobocia osób wcześniej biernych zwiększa mianownik, podczas gdy analogiczny napływ do bezrobocia osób wcześniej pracujących go nie zmienia. Tych efektów w hipotetycznych scenariuszach nie uwzględniono. Mimo to sugerują one, że jeśli na rynku pracy istotnie doszło w ostatnim czasie do pogorszenia koniunktury, to odpowiadało ono za wzrost stopy bezrobocia w ujęciu rok do roku maksymalnie o 0,2 pkt proc. (ze wspomnianych 0,7 pkt proc.). Ale i to nie jest pewne - podkreślono.
Istnieje sporo dowodów na to, że z perspektywy pracowników rynek pracy pozostaje w bardzo dobrej kondycji. Najnowszym z nich jest to, że publikowany przez Komisję Europejską wskaźnik oczekiwań pracodawców (EEI), czyli miara popytu na pracowników, w kwietniu utrzymał się na marcowym poziomie 102,9 pkt. Każdy wynik powyżej 100 pkt oznacza, że oczekiwania pracodawców dotyczące zmian zatrudnienia są powyżej długoterminowej średniej. Poniżej tego progu EEI w Polsce po raz ostatni był niemal trzy lata temu, w lipcu 2023 r. Dłużej powyżej 100 pkt utrzymywał się w przeszłości tylko raz: w latach 2014-2019 - wskazano.
Choć EEI obliczany jest na podstawie deklaracji menedżerów przedsiębiorstw, nie są one oderwane od realiów. Jak pisaliśmy niedawno w money.pl, według Badania Aktywności Ekonomicznej Ludności w IV kwartale 2025 r. liczba pracujących nad Wisłą przekraczała 17,3 mln osób - to więcej niż kiedykolwiek wcześniej w tym samym okresie. Było to możliwe dzięki wzrostowi do rekordowego poziomu współczynnika aktywności zawodowej osób w wieku tzw. produkcyjnym, co skompensowało spadek populacji takich osób – napisano dalej.
Badanie Aktywności Ekonomicznej Ludności ma charakter ankietowy i choć prowadzone jest na dużej próbie Polaków, jego wyniki są szacunkowe, a więc obarczone pewnym błędem. Dane administracyjne, bazujące na bazach ZUS, potwierdzają jednak, że liczba pracujących nad Wisłą rośnie relatywnie do liczby osób w wieku produkcyjnym – zaznaczono w informacji.
Najnowsze takie statystyki dotyczą listopada 2025 r., gdy zatrudnienie sięgało niespełna 15,1 mln osób (ta liczba jest niższa niż w danych BAEL, ponieważ nie obejmuje osób wykonujących pracę na podstawie umów cywilnoprawnych oraz pracujących w szarej strefie). To wynik o niemal 67 tys. (0,4 proc.) niższy niż rok wcześniej. Średnio w pierwszych 11 miesiącach 2025 r. liczba pracujących w Polsce była jednak tylko o 35 tys. (0,2 proc.) mniejsza niż w tym samym okresie poprzedniego roku. Nie wiadomo wprawdzie, o ile dokładnie w tym czasie zmalała populacja osób w wieku produkcyjnym (18-59/64 lat), ale pewne jest, że bardziej niż zatrudnienie. W całym minionym roku stopniała bowiem o 128 tys. osób - podano.
Wyniki BAEL oraz rejestry administracyjne rzucają inne światło na dane dotyczące zatrudnienia w sektorze przedsiębiorstw, które ze względu na harmonogram publikacji najczęściej trafiają do opinii publicznej, stając się - na równi ze stopą bezrobocia - jedną z przyczyn obaw o kondycję rynku pracy – zauważył serwis.
W marcu przeciętne (przeliczone na pełne etaty) zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw, który obejmuje podmioty z co najmniej 10 pracownikami, wyniosło niespełna 6,4 mln etatów, o 55 tys. (0,9 proc.) mniej niż rok wcześniej. W money.pl wielokrotnie już pisaliśmy, że w przypadku tych statystyk do zmian zatrudnienia rok do roku trzeba podchodzić z pewną ostrożnością – zaznaczono dalej.
Wynika to z tego, że GUS co roku aktualizuje próbę przedsiębiorstw: odejmuje od niej podmioty, których zatrudnienie w poprzednim roku zmalało poniżej 10 osób i dodaje te, które urosły powyżej tego progu. Tegoroczne dane dotyczą więc nieco innej grupy przedsiębiorstw niż te z poprzednich lat - podano.
Niepokojące może być natomiast to, że nawet względem początku roku - czyli już w obrębie stałej grupy firm - przeciętne zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw czwarty rok z rzędu maleje. W marcu było o 11,5 tys. etatów (0,2 proc.) niższe niż w styczniu. To jednak - biorąc pod uwagę taki sam okres - zniżka taka sama jak w 2025 r. i mniejsza niż w poprzednich dwóch latach.
Co więcej, liczba pracujących w sektorze przedsiębiorstw (w odróżnieniu od liczby etatów) w marcu zmalała względem stycznia tylko o 2 tys. osób, czyli znacząco mniej niż w poprzednich dwóch latach. To sugeruje, że przybywa osób pracujących na niepełny etat – zauważył serwis.
Zarówno wyniki BAEL, jak i dane o pracujących w gospodarce narodowej publikowane są z kilkumiesięcznym opóźnieniem względem danych z sektora przedsiębiorstw 9+. Skoro jednak w zeszłym roku spadek zatrudnienia w przedsiębiorstwach nie znajdował odzwierciedlenia w danych z całego rynku pracy, to również dzisiaj, gdy jest płytszy, nie jest raczej przejawem słabej koniunktury na tym rynku - napisano.
Jak więc wyjaśnić sprzeczność między różnymi miarami zatrudnienia? Wygląda na to, że jest to przede wszystkim świadectwo zachodzących w polskiej gospodarce zmian strukturalnych. Jedną z nich jest oczywiście starzenie się ludności. Inne to przesuwanie się pracowników między sektorami i branżami, związane z odmiennym tempem ich rozwoju oraz zróżnicowanym potencjałem do automatyzacji zadań, a także postępujące rozdrobnienie sektora przedsiębiorstw i wzrost popularności samozatrudnienia względem pracy najemnej – stwierdzono.
Niektóre z tych procesów wychwycić można zresztą także w wynikach BAEL oraz administracyjnych danych. Przykładowo, po wyłączeniu rolnictwa, leśnictwa i rybołówstwa liczba pracujących w gospodarce narodowej w listopadzie była o 18 tys. mniejsza niż rok wcześniej, a średnio w pierwszych 11 miesiącach roku była o 14 tys. (0,13 proc.) większa. Szczególnie mocno, o 24 tys. osób (2,2 proc. rok do roku) wzrosła liczba pracujących w administracji publicznej i obronie narodowej, co łatwo powiązać z inwestycjami w obronność Polski - zaznaczono.
Wniosek, że najczęściej przywoływane wskaźniki z rynku pracy - stopa bezrobocia rejestrowanego i przeciętne zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw - malują dziś zbyt ponury obraz, potwierdzają też statystyki dotyczące likwidacji i kreacji miejsc pracy. Najnowsze, dotyczące końcówki 2025 r., GUS opublikował pod koniec kwietnia – wskazano w informacji.
Pracodawcy w IV kwartale zlikwidowali niespełna 51 tys. miejsc pracy, o 13,6 proc. mniej niż rok wcześniej. To najniższy wynik od co najmniej 2009 r. W całym 2025 r. zlikwidowano niespełna 237 tys. miejsc pracy, także najmniej w dostępnej historii danych. To nie tylko stoi w sprzeczności z doniesieniami o masowych zwolnieniach, np. w sektorze usług dla biznesu, ale też z trendami demograficznymi. Likwidacje miejsc pracy obejmują nie tylko zwolnienia pracowników, ale też odejścia na emeryturę. Jako punkt odniesienia warto przywołać tu dane ZUS-u, wedle których w ostatnich latach co roku około 300 tys. osób rozpoczynało pobieranie emerytury (co nie zawsze oznacza rezygnację z pracy). Wiele z tych osób pracodawcy nie mogli zastąpić wobec znacznie mniejszego napływu młodych pracowników na rynek - napisano.
Równocześnie w ostatnim kwartale minionego roku w Polsce powstało niewiele ponad 74 tys. miejsc pracy, o 12,5 proc. mniej niż rok wcześniej. W całym 2025 r. pracodawcy stworzyli niespełna 403 tys. miejsc pracy - również najmniej od kilkunastu lat. Biorąc pod uwagę likwidację etatów, widzimy, że liczba miejsc pracy nad Wisłą zwiększyła się o 166 tys. Ten wynik nie jest słaby na tle historycznym. W poprzednich 16 latach sześciokrotnie przyrost liczby miejsc pracy był nawet mniejszy - mimo że populacja osób w wieku produkcyjnym była dużo większa niż obecnie (jeszcze w 2015 r. przekraczała 24 mln) - czytamy.
Hamujący przyrost nowych miejsc pracy sprawia, że w Polsce systematycznie ubywa wakatów. W ostatnim kwartale 2025 r. było ich niespełna 86 tys., o 5,7 proc. mniej niż w tym samym okresie poprzedniego roku, a średnio w 2025 r. - nieco ponad 94 tys., o 12 proc. mniej niż w 2024 r. W tych danych kryć się może wyjaśnienie odczuć sporej części pracowników, że koniunktura na rynku pracy się pogarsza - zaznaczono.
Malejące tempo kreacji miejsc pracy to przede wszystkim dostosowanie pracodawców do zmieniającej się sytuacji demograficznej. Widać je choćby w tym, że choć odsetek przedsiębiorstw wskazujących deficyt wykwalifikowanych pracowników jako barierę rozwoju stopniowo w Polsce maleje, to pozostaje wysoki na tle historycznym. Rozbiegł się też z przyrostem liczby miejsc pracy. Inaczej mówiąc: w przeszłości, gdy bariera niedoboru pracowników była równie wysoka jak dziś, pracodawcy nasilali procesy rekrutacyjne bardziej niż obecnie – stwierdzono dalej.
Choć kandydatów do pracy ubywa niemal równie szybko co wakatów, to dopasowanie potencjalnych pracowników do wolnych miejsc pracy (pod względem kwalifikacji, doświadczenia, lokalizacji itp.) staje się coraz trudniejsze - podkreślono.
W efekcie wydłuża się czas poszukiwania zatrudnienia, co łatwo odebrać jako przejaw słabej koniunktury na rynku pracy. Jak jednak sugeruje pierwszy wykres ilustrujący tę analizę, pracownicy w jakimś stopniu zdają sobie sprawę z tego, że choć wakatów nominalnie ubywa, to w przeliczeniu na chętnych do pracy jest ich sporo. Tak można rozumieć to, że obawy przed wzrostem bezrobocia nie nasiliły się proporcjonalnie do spadku liczby powstających nad Wisłą miejsc pracy – skonstapował serwis. (jmk)
Foto: Pixabay.com
Źródło: Money.pl
Niski poziom zwolnień w Polsce
