Montując przydomowe panele fotowoltaiczne, należy myśleć nie tylko o zysku z inwestycji, ale i o bezpieczeństwie. Zadbanie o kilka kwestii może znacznie obniżyć ryzyko pożaru instalacji – podkreślił serwis Businessinsider.com.pl.
Ryzyko zapalenia się przydomowej instalacji fotowoltaicznej jest niewielkie, ale niewykluczone. W miarę możliwości ekspert radzi montować panele na gruncie, a nie na dachu budynku – wskazano w informacji.
Według najnowszych danych Urzędu Regulacji Energetyki w Polsce jest już ponad 1,6 mln prosumentów z przydomowymi panelami fotowoltaicznymi, którzy produkują na swój użytek prąd ze słońca. Własna mikroelektrownia słoneczna to wyraźna ulga dla rachunków, szczególnie w połączeniu z wysoką autokonsumpcją i magazynowaniem, czy jednak oznacza także zwiększone ryzyko pożaru? Jak każda instalacja elektryczna, panele generują napięcie, które w pewnych warunkach może doprowadzić do zapłonu. Jak duże jest to zagrożenie i jakie czynniki mu sprzyjają? - na tak postawione pytanie, serwis wyjaśnił.
Choć wskutek różnych zjawisk elektrycznych panele fotowoltaiczne mogą czasem zapalić się to główne niebezpieczeństwo znajduje się gdzie indziej – zaznaczono.
— Sama instalacja PV rzadko bywa bezpośrednią przyczyną zdarzenia — w rozmowie z Business Insider Polska tłumaczył Tomasz Wiśniewski, prezes Polskiego Towarzystwa Ekspertów Dochodzeń Popożarowych.
— Więcej problemów powodują przewody i złączki, czyli elementy służące do dystrybuowania energii elektrycznej do budynku. Zapalać mogą się także falowniki — urządzenia zamieniające wytworzony prąd stały, "nadający się" do użycia w gospodarstwie domowym, w prąd zmienny — dodał.
Przewody i złączki muszą więc być dobrej jakości i zachowywać wysoką szczelność połączeń.
— Jeśli prąd płynie przez zbyt luźne złącze, któremu brakuje odpowiedniego docisku, może ono zacząć się nagrzewać i delikatnie iskrzyć. Występuje wtedy zjawisko wysokiej oporności stykowej. Ryzyko zapalenia wtedy znacząco rośnie — mówił Wiśniewski.
Instalacjom mogą też szkodzić oddziaływania atmosferyczne, takie jak wysokie temperatury, które prowadzą do przyspieszonego starzenia się instalacji.
— Przewody przewodzące prąd z paneli są bardzo mocno wyeksponowane na czynniki pogodowe. Bardzo intensywne nasłonecznienie latem wypala izolację zewnętrzną przewodów i złączek, zimą natomiast szkodzi im niska temperatura. Instalacje trzeba poddawać więc cyklicznym badaniom i sprawdzać ich stan poprzez oględziny i badania; wysłużony przewód może zacząć wręcz kruszyć się w rękach. Grożą im też przepięcia i wyładowania iskrowe, od których może się zapalić położone w pobliżu tj. powierzchnia dachu — wyjaśniał ekspert.
W ocenie rozmówcy serwisu za powstawanie pożarów w gospodarstwach domowych z fotowoltaiką zazwyczaj odpowiada kiepskie wykonawstwo i/lub niskie kompetencje.
— Wiele analiz z badań przyczyn pożarów niestety potwierdziło nieuczciwość części instalatorów, którzy wybierali tańsze elementy o gorszej jakości. Przy hurtowym zakupie koniecznych do zamontowania złączek wybór słabszej, tańszej zamiast dobrej, droższej powoduje dla takiego instalatora różnicę w cenie, klienci jednak o tym nie wiedzą i płacą jak za droższe, a potem są bardziej narażeni na pożary — wskazał Tomasz Wiśniewski.
Ekspert jest przy tym zdania, że instalację fotowoltaiczną przy domu powinna zawsze wykonywać rzetelna i wiarygodna firma, która jest w stanie zagwarantować wysoką jakość i bezpieczeństwo. Odradza przy tym pomysły zdania się na siebie i samodzielnego instalowania całości.
— Na rynku pojawiły się zestawy typu "zrób to sam", rzekomo przeznaczone dla każdego, kto po przeczytaniu instrukcji będzie mógł sam założyć sobie fotowoltaikę. To jednak bardzo ryzykowne. Tak newralgiczne obiekty jak instalacje elektryczne zawsze będą wiązać się z ryzykiem pożarów, muszą więc być zakładane przez profesjonalistów — argumentował prezes Polskiego Towarzystwa Ekspertów Dochodzeń Popożarowych.
Z rzeczy, o których warto pamiętać przy zakładaniu przydomowej mikroinstalacji fotowoltaicznej, oprócz zadbania o wysoką jakość przewodów i złączek, Tomasz Wiśniewski przypomniał też o — tam, gdzie jest to możliwe — montowaniu falownika poza budynkiem mieszkalnym.
— Nie zawsze jest to możliwe, z mojego doświadczenia wynika jednak, że kiedy falownik zaczyna się palić, szybko zajmuje się całe wnętrze obiektu. Falownik w garażu czy kotłowni jest bezpieczniejszy dla naszego zdrowia i życia niż falownik w domu. Jeśli jednak nie mamy innego wyjścia, zadbajmy, aby pomieszczenie, w którym zlokalizowany jest falownik, było wydzielone od reszty drzwiami o odporności ogniowej — radził specjalista.
Ekspert wskazywał, aby w miarę możliwości montować inwerter (falownik) poza budynkiem mieszkalnym
— Ten zabieg budowlany uchroni nas przed ewentualnym rozprzestrzenianiem się ognia. Obowiązkowo należy zawsze pamiętać o czujkach pożaru i tlenku węgla w naszych gospodarstwach domowych — uzupełnił.
Jak dodał, pod względem bezpieczeństwa lepiej też w miarę możliwości montować panele na gruncie niż na dachu domu.
— Oczywiście jest to trudniejsze, ponieważ na wielu działkach zwyczajnie brakuje na to miejsca. Dla strażaków panele fotowoltaiczne na dachu stanowią jednak utrudnienie w prowadzeniu działań gaśniczych, ponieważ przykrywają połać dachu wykończoną materiałem palnym, takim jak np. papa. Woda nie może wtedy łatwo docierać do źródeł pożaru — uzasadniał Wiśniewski.
Co do skali zjawiska i częstotliwości występowania pożarów spowodowanych zapłonem przydomowej mikroinstalacji PV, kompletnych danych na ten temat niestety brakuje. Państwowa Straż Pożarna w swoich sprawozdaniach nie wyodrębnia takiej kategorii; szacunki ekspertów mówią o liczbie wahającej się od kilkudziesięciu do kilkuset przypadków w ciągu kilku lat - wskazano.
Według badania przeprowadzonego wśród strażaków i opublikowanego w "Przeglądzie Pożarniczym", na które powołuje się portal Enerad, w latach 2018-2021 doszło do 128 pożarów, które miały bezpośredni związek z instalacją fotowoltaiczną.
Tomasz Wiśniewski zastrzegl jednak, że wstępne przyczyny diagnozowane przez straż pożarną niekoniecznie pokrywają się z faktycznymi, które bywają ustalane dopiero później w postępowaniach procesowych przez uprawnione organy – napisano dalej.
Poza sprawami technicznymi rozmówca serwisu kładł nacisk na kwestię ubezpieczeń dla posiadaczy przydomowej fotowoltaiki.
— Przy opracowywaniu polisy dla indywidualnego klienta instalacja PV może być uznana za punkt ryzyka. Ubezpieczyciele promują więc rozwiązania, które mają jak najbardziej obniżyć ryzyko pożaru, zastrzegając, że w przeciwnym razie nie przyjmą szkody do odpowiedzialności — mówił Wiśniewski.
W praktyce więc ubezpieczyciele mogą "wymuszać" na prosumentach większą dbałość o rzetelne wykonanie, a co za tym idzie — o własne bezpieczeństwo.
— Często, żeby uzyskać realne ubezpieczenie od ryzyka pożaru, trzeba zrobić coś powyżej standardu i np. zainwestować w nieco lepsze przewody i złączki. Im więcej zrobimy, by ograniczyć ryzyko, tym bardziej będziemy potem chronieni — dodał. Przypomniał też, że prawo budowlane wymaga od właścicieli nieruchomości okresowych badań instalacji elektrycznych co pięć lat – wskazano w podsumowaniu. (jmk)
Foto: Pixabay.com
Źródło: Businessinsider.com.pl
Jak zapobiegać pożarom fotowoltaiki?
