Benzyna w Polsce tańsza, ale ropa drożeje, a złotówka słabnie

Benzyna w Polsce tańsza, ale ropa drożeje, a złotówka słabnie

Ciągle rosnące notowania ropy na rynkach finansowych grożą powrotem wyższych cen na stacjach paliw. Według analityków ceny surowca mogą wyjść powyżej 100 dol. za baryłkę, a to oznaczałoby poważne kłopoty dla globalnej gospodarki.

Dzięki wchodzącej w życie 1 lutego obniżce stawek VAT ceny benzyny 95 na stacjach powinny jeszcze w tym tygodniu spaść do 5,17-5,29 zł za litr – zapowiadają analitycy portalu e-petrol. Z tej okazji we wtorek rano specjalną  Premier zapowiedział na wtorek konferencję prasową na stacji Orlenu – informuje serwis Businessinsider.com.pl.

Niestety, utrzymujące się na globalnych rynkach zwyżki notowań ropy mogą sprawić, że niskie ceny paliw długo się nie utrzymają – czytamy w informacji.

Tylko w zakończonym miesiącu kurs odmiany brent wzrósł o prawie 15 proc., a w poniedziałek za baryłkę surowca płaciło się prawie 90 dol., czyli aż o 59 proc. więcej niż rok temu. Notowania wyszły powyżej szczytu z 2018 r. i w ostatnich dniach balansują w okolicach najwyższego pułapu od ponad 7 lat.

– Notowania ropy naftowej skoczyły w styczniu najmocniej od 11 miesięcy i mają za sobą już sześć wzrostowych tygodni z rzędu – skomentowała Dorota Sierakowska, analityczka biura maklerskiego DM BOŚ.

W miniony weekend północny wschód kraju nawiedziły śnieżyce, a trudna sytuacja panuje m.in. w Nowym Jorku i Bostonie. Jak zauważyła Dorota Sierakowska, uwolnienie pod koniec 2021 r. strategicznych rezerw ropy przez USA i współpracujące z nimi kraje miało tylko krótkotrwały wpływ na rynek – czytamy dalej.

Zdaniem specjalistki rozwój zdarzeń na rynku ropy będzie w dużo większym stopniu zależał od rozwoju sytuacji geopolitycznej i od wyników szczytu producentów ropy. W środę kraje skupione wokół kartelu OPEC będą decydować o kształcie własnej polityki, a tymczasem w piątek amerykański sekretarz obrony Lloyd Austin ocenił, że Rosja osiągnęła już zdolność bojową, by zaatakować Ukrainę.

– Inwestorzy oczekują, że strategia OPEC+ nie zmieni się, a więc że produkcja ropy wzrośnie o 400 tys. baryłek dziennie także w marcu. Jeśli napięcia geopolityczne jeszcze bardziej się zaognią, to w najbliższych dniach i tygodniach ceny ropy mogą zwyżkować. Jednak w przeciwnym wypadku notowania powinny znaleźć się pod presją sprzedających, bo fundamenty przemawiają za niższymi cenami – oceniła Dorota Sierakowska.

Po tym jak w piątek ceny ropy brent pierwszy raz od 2014 r. znalazły się powyżej pułapu 90 dol. za baryłkę, coraz częściej analitycy ostrzegają, że pęknie bariera 100 dol. za baryłkę, co z pewnością negatywnie odbiłoby się na koniunkturze w globalnej gospodarce - napisano dalej.

Zdaniem Stephena Schorka z firmy doradczej Schork Group prawdopodobieństwo, że do czerwca cena baryłki ropy przekroczy 100 dol., sięga aż 30 proc. Jak wyjaśnia specjalista, w ostatnich latach polityka odchodzenia od paliw kopalnych doprowadziła do wyhamowania inwestycji w branży wydobycia ropy, a skutkiem może być nastanie trwałego deficytu podaży. Innego zdania jest jednak Dorota Sierakowska z DM BOŚ, według której ceny ropy na świecie są już bliskie szczytu – zauważył serwis.

– Kluczowym elementem układanki jest wielkość popytu na ropę na świecie w tym roku, co do której są rozbieżne opinie. Co prawda po pandemii popyt na ropę wzrasta, ale zaostrzanie polityki monetarnej w głównych gospodarkach świata, w tym zwłaszcza w USA, może negatywnie wpłynąć na wzrost gospodarczy w drugiej połowie bieżącego roku – przewiduje specjalistka.
Problemy z inwestycjami, większy koszt obsługi długu zagranicznego, czy wzrost cen importowanych towarów – to tylko niektóre negatywne skutki nadmiernego osłabienia naszej waluty.

Od kilku tygodni złoty traci na wartości. Wobec głównych walut kurs złotego zalicza poziomy nie widziane od kilkunastu lat, względem franka szwajcarskiego tak słaby nie był jeszcze nigdy. Indeks PLN – syntetyczna miara wartości złotego wobec koszyka walut – spada

Główna przyczyna spadku wartości polskiej waluty to globalny odpływ kapitału do dolara. Ale nie bez winy jest też Narodowy Bank Polski (NBP), który wielokrotnie akcentował, że woli mieć słabego złotego, bo zbyt silny szkodzi – jego zdaniem – wzrostowi gospodarczemu.

Do tego rząd wszedł w konflikt z Unią Europejską, co grozi opóźnieniem w wypłacie pieniędzy na Krajowy Plan Odbudowy. A to wzbudza obawy u inwestorów o perspektywy wzrostu polskiej gospodarki, co nie służy ani złotemu, ani polskim obligacjom.

Osłabienie krajowej waluty to nie jest jednak tylko rynkowe wydarzenie. Ma ono swoje skutki dla całej gospodarki.

Głównym argumentem, przytaczanym przez zwolenników osłabienia złotego, jest zwiększanie konkurencyjności eksportu. W skrócie ma polegać to na tym, że utrzymując dobrą jakość sprzedawanego towaru, eksporter może dać niższą cenę, właśnie dzięki korzystnym dla siebie różnicom kursowym – i w ten sposób wykosić konkurencję – tłumaczył serwis.

Po drugie, jeśli eksporterzy mają jakieś problemy, to wynikają one z zupełnie innych przyczyn. Np. kłopotów z drożnością handlu międzynarodowego. Część eksportu jest importochłonna – to znaczy, że żeby wytworzyć jakąś rzecz, którą potem da się sprzedać za granicę, trzeba najpierw sprowadzić z zagranicy komponenty do jej wyprodukowania. Najlepszy przykład to samochody, składane w polskich fabrykach z części sprowadzanych wcześniej od zagranicznych dostawców – napisano dalej w treści.

A tak, jak słaby złoty wspiera eksport, tak sprawia, że drożeje import.

W ten sam sposób osłabienie złotego działa na tzw. import zaopatrzeniowy: podnosi koszt komponentów sprowadzanych z zagranicy i używanych w krajowej produkcji. To również niemała część importu – prawie 35 procent.

Polskie firmy już od dawna sygnalizują kłopot z coraz droższymi materiałami. Ich ceny rosną przez zrywanie się łańcuchów dostaw i wąskie gardła w światowym handlu. Spadek kursu złotego tylko wzmacnia ten proces.

W efekcie mamy bardzo duży wzrost cen producentów.   To w rezultacie może podbijać ceny wyrobów gotowych, które konsumenci kupują w sklepach. Firmy starają się bowiem przerzucać wyższe koszty na klientów, by utrzymać jak najlepszą rentowność w obliczu narastania ryzyka pandemicznego.

Tak pośrednio osłabienie złotego może zwiększać inflację. Bezpośredni wpływ ma wtedy, gdy przekłada się np. na detaliczne ceny paliw. A przełożenie jest bardzo proste: by polskie rafinerie mogły wyprodukować benzynę lub olej napędowy, muszą kupić za granicą surowiec (czyli ropę naftową), płacąc najczęściej w dolarach. Import paliw i smarów nieprzetworzonych – jak to określa GUS – stanowi niemal 5 proc. wartości całego polskiego importu.

W tym przypadku słaby złoty jest na tyle istotnym czynnikiem, że  w perspektywie będziemy mieli tańsze paliwo na stacjach, pomimo wpływu regulacyjnego rządu na cenę benzyny.
Jak podał serwis 300gospodarka.pl  - W ten sam sposób osłabienie złotego działa na tzw. import zaopatrzeniowy: podnosi koszt komponentów sprowadzanych z zagranicy i używanych w krajowej produkcji. To również niemała część importu – prawie 35 procent.

Polskie firmy już od dawna sygnalizują kłopot z coraz droższymi materiałami. Ich ceny rosną przez zrywanie się łańcuchów dostaw i wąskie gardła w światowym handlu. Spadek kursu złotego tylko wzmacnia ten proces.

W efekcie mamy bardzo duży wzrost cen producentów.   To w rezultacie może podbijać ceny wyrobów gotowych, które konsumenci kupują w sklepach. Firmy starają się bowiem przerzucać wyższe koszty na klientów, by utrzymać jak najlepszą rentowność w obliczu narastania ryzyka pandemicznego.

Tak pośrednio osłabienie złotego zwiększa inflację. Bezpośredni wpływ ma wtedy, gdy przekłada się np. na detaliczne ceny paliw. A przełożenie jest bardzo proste: by polskie rafinerie mogły wyprodukować benzynę lub olej napędowy, muszą kupić za granicą surowiec (czyli ropę naftową), płacąc najczęściej w dolarach. Import paliw i smarów nieprzetworzonych – jak to określa GUS – stanowi niemal 5 proc. wartości całego polskiego importu.

W tym przypadku słaby złoty jest na tyle istotnym czynnikiem, że w perspektywie nie będziemy mieliśmy tańszego paliwa na stacjach.  

Jest jeszcze jeden powód, dla którego zbyt duże osłabienie złotego może martwić: Polska jest zadłużona za granicą na kwotę około 308 mld euro. To cały dług, składa się na niego zarówno to, co pożyczył rząd i NBP, ale też kredyty zaciągnięte przez krajowe instytucje finansowe i firmy.

Osłabienie krajowej waluty zwiększa koszty obsługi długu zagranicznego i wielkość samego długu. Oczywiście po przeliczeniu go na złote – tłumaczy serwis.    (jmk)

Foto: Moja firma-Infor

Źródło: / Businessinsider.com.pl / 300gospodarka.pl /

Publish the Menu module to "offcanvas" position. Here you can publish other modules as well.
Learn More.