Obligacje antyinflacyjne jako benchmark

Emil_Szweda_Obligacje1.jpg

Jeśli projekcja inflacyjna znajdzie odzwierciedlenie w rzeczywistości, czteroletnie obligacje indeksowane CPI przyniosą średnio 3,4 proc. zysku rocznie z czteroletniej inwestycji. Można ten szacunek potraktować jako pewnego rodzaju benchmark poszukiwanej w innych miejscach stopy zwrotu.

Z opublikowanych już częściowo składów portfeli funduszy inwestycyjnych na koniec czerwca, możemy dowiedzieć się, jakie były warunki emisji obligacji Bestu w lutym br. 3,75 pkt proc. ponad WIBOR 3M, daje niecałe 4 proc. nominalnego oprocentowania. Są to papiery trzyletnie, podczas gdy w emisji publicznej Best oferuje 4,4 proc. za pięcioletnie papiery. Po doliczeniu 10 pkt bazowych za każdy rok wydłużenia inwestycji można uznać, że oprocentowanie oferowane przez Best, choć stałe, zawiera jednak pewną premię za ryzyko wzrostu stóp procentowych, a konkretnie – za jedną podwyżkę.

Czy do niej dojdzie, tego nie wiadomo. Rynek wciąż uwzględnia podwyżki stóp, ale retoryka banku centralnego pozostaje niezmienna. Bank nie czuje się odpowiedzialny za wzrost inflacji spowodowany przez czynniki zewnętrzne. Projekcja inflacyjna zakłada natomiast, że tempo wzrostu cen spadnie w okolice 3,3-3,4 proc. i taka prognoza, utrzymania inflacji w górnej, ale jednak granicy celu RPP (2,5 proc. plus minus 1 pkt proc.) daje – w przekonaniu większości członków Rady – mandat to utrzymania stóp na niezmienionym poziomie. Można jednak interpretować tę sytuację inaczej – granica celu jest blisko, przekroczyć ją będzie łatwo, a decyzje RPP siłą rzeczy będą spóźnione. Dlatego rynek kontraktów na stopę procentową wciąż będzie zapewne uwzględniał ryzyko wzrostu stóp, niezależnie od komunikatów RPP.

Wróćmy jednak do perspektywy inwestora indywidualnego, który wciąż nie bardzo wie, jak ulokować oszczędności, skoro banki za lokaty nie chcą płacić. Rekordowa sprzedaż obligacji oszczędnościowych (po sześciu miesiącach ponad 21 mld zł wobec 27 mld zł w całym 2020 r.) zdaje się jasno informować o preferencjach, ale z tej kwoty równe 50 proc. przypada na obligacje trzymiesięczne, których odnowienie liczone jest jako sprzedaż, choć de facto pieniędzy budżetowi przybywa znacznie mniej.

Z danych o zadłużeniu wiemy, że po czterech miesiącach br. zadłużenie z trzymiesięcznych papierów oszczędnościowych wzrosło o 1,7 mld zł, podczas gdy naliczona sprzedaż wyniosła w tym czasie 6,8 mld zł. Znacznie szybciej rośnie zadłużenie z antyinflacyjnych obligacji czteroletnich (o 3,7 mld zł po czterech miesiącach) i to one są w rzeczywistości preferowanym instrumentem, czemu trudno się dziwić. Jeśli ktoś kupił takie obligacje w lipcu 2019 r., za nowy okres odsetkowy otrzyma 6,05 proc. odsetek. Robi wrażenie. Lecz ktoś, kto inwestycję zacząłby teraz, na start dostanie 1,3 proc. i dopiero w kolejnych latach oprocentowanie zależne będzie od inflacji.

Kierując się wskazaniami projekcji (sięga 2023 r.) i zakładając, że w 2024 r. warunki będą takie jak w 2023 r., zysk z czteroletniej inwestycji można szacować na 3,4 proc. rocznie (średnio dla całego okresu inwestycji). Można ten poziom traktować jako pewnego rodzaju benchmark i odnieść go do innych propozycji rynkowych. Szanse na uzyskanie takiego zwrotu w funduszach dłużnych są niewielkie, bo rentowności papierów skarbowych są już niskie i ich ceny musiałyby rosnąć (rentowność spadać), a projekcja generalnie utrzymuje ryzyko wzrostu stóp w mocy, więc dalszy spadek rentowności jest kwestią wątpliwą. Fundusze korporacyjne w większości unikają ryzyka kredytowego i ich stopy zwrotu mogą wzrosnąć, jeśli wzrośnie też WIBOR. Pozostają więc obligacje korporacyjne oprocentowane powyżej 3 pkt ponad WIBOR lub o stałym kuponie gwarantującym jednak premię ponad owe hipotetyczne 3,4 proc. i ta garstka funduszy, która ryzykiem kredytowym nie gardzi. Nie jest więc łatwo dokonać trafnego wyboru.

Emil Szweda, Obligacje.pl