Kto naprawdę kontroluje cyfrową infrastrukturę, z której korzystają państwa, firmy i administracje publiczne? Przypadek Anthropic — firmy, która po decyzji administracji Donalda Trumpa musiała gwałtownie wyłączyć dostęp do swoich najnowszych modeli AI — pokazał, że technologiczna zależność od amerykańskich dostawców jest realnym ryzykiem dla Europy – podał w informacji serwis Businessinsider.com.pl.
Anthropic potwierdził, że po otrzymaniu amerykańskiej dyrektywy eksportowej wyłączył modele Fable 5 i Mythos 5 globalnie, a Reuters informował, że restrykcje były uzasadniane obawą, iż modele mogłyby zostać wykorzystane przez podmioty powiązane z wywiadem wojskowym państw uznanych za zagrożenie – napisano.
W podcaście Biznes i Pieniądze dziennikarze Business Insider Polska Grzegorz Kowalczyk i Bartek Godusławski traktują sprawę Anthropic nie jako incydent dotyczący jednej firmy, ale jako sygnał znacznie szerszej zmiany. W ich ocenie po raz pierwszy tak wyraźnie widać, że najnowocześniejsze modele AI są traktowane przez państwo amerykańskie jak technologia strategiczna, podlegająca logice bezpieczeństwa narodowego – czytamy.
Grzegorz Kowalczyk podkreślił, że znaczenie tej decyzji wykracza daleko poza jeden spór regulacyjny.
— Samo podjęcie tej decyzji jest istotne. Mianowicie gigant z Ameryki, gigant z nowych technologii jest przyblokowany czy nawet zablokowany wprost przez administrację amerykańską w kontekście swoich działań w innych krajach. A to rodzi gigantyczne pytania o to, co z innymi tego typu firmami, które są znacznie silniej rozmieszczone na zagranicznych rynkach niż Anthropic i mają znacznie bardziej strategiczne funkcje — mówił.
Do niedawna w Europie zakładano, że jeśli dostawca pochodzi z państwa sojuszniczego i działa w obrębie zachodniego modelu gospodarczego, ryzyko politycznego odcięcia usług jest ograniczone. Decyzja wobec Anthropic pokazuje, że to założenie może być już nieaktualne – podkreślono w treści.
Reuters opisywał, że administracja USA wykorzystała wobec Anthropic uprawnienia wynikające z Export Control Reform Act z 2018 r., a sama decyzja miała objąć dostęp dla wszystkich cudzoziemców, niezależnie od miejsca pobytu. Politico zwracało przy tym uwagę, że jeśli taki precedens się utrwali, podobny mechanizm może zostać zastosowany także wobec innych największych systemów AI – czytamy dalej.
Bartek Godusławski osadza ten ruch w szerszym kontekście amerykańskiej polityki eksportowej. Jak zauważa, Stany Zjednoczone od dawna ściśle reglamentują transfer technologii z obszarów uznawanych za szczególnie wrażliwe — od energetyki jądrowej po sektor obronny. Teraz do tego katalogu dołącza sztuczna inteligencja - wskazano.
— Teraz się okazuje, że świat sztucznej inteligencji traktujemy niemalże jak kwestie bezpieczeństwa narodowego. Skoro wprowadzamy restrykcje dzisiaj zastrzeżone dla zbrojeniówki itd., ja rozumiem, że to jest znak czasów. Kapitał ma narodowość, technologia też ma narodowość i trzeba jak gdyby w rękach dobrych ludzi jest dobrze wykorzystywana, w rękach złych ludzi może stać się potężną bronią — mówił.
Jeśli modele językowe są już traktowane podobnie jak technologie podwójnego zastosowania, to kończy się epoka myślenia o nich wyłącznie jako o komercyjnych produktach - podano.
Sam Anthropic przekonywał, że powodem decyzji administracji było podejrzenie istnienia "wąskiego", nieuniwersalnego jailbreaku pozwalającego częściowo obejść zabezpieczenia modelu, a firma argumentowała, że podobne można znaleźć także w innych publicznie dostępnych systemach. Reuters podkreślał zarazem, że spór wpisuje się w rosnące napięcie między twórcami AI a regulatorami w kwestii tego, jak oceniać ryzyka związane z bezpieczeństwem modeli - zaznaczono.
W rozmowie wybrzmiewa europejski wymiar całej historii. Bo choć decyzję podjęto w Waszyngtonie, to jej konsekwencje natychmiast uderzają także w Europę — zarówno w sferze biznesowej, jak i politycznej. Problem nie sprowadza się do tego, czy europejskie firmy będą mogły korzystać z jednego konkretnego modelu. Problem polega na tym, że po raz kolejny okazuje się, iż infrastruktura krytyczna dla rozwoju cyfrowego może zostać w praktyce podporządkowana decyzjom zapadającym poza Europą – wskazano dalej.
Grzegorz Kowalczyk zwrócił uwagę, że nawet rozwijająca się dziś w UE agenda "suwerenności cyfrowej" może nie wystarczyć, jeśli nie obejmuje całego łańcucha zależności.
— Pojawiają się pytania: a co z aktualizacjami tego oprogramowania? Co z aktualizacjami tych systemów, na których działa dzisiaj administracja publiczna choćby? No i tutaj już to nie jest takie proste, mimo nawet szczerych chęci budowania tej suwerenności — mówił.
To kluczowy punkt tej dyskusji. Europejskie centra danych, europejskie spółki zależne i lokalne struktury operacyjne mogą nie rozwiązywać wszystkiego, jeśli kontrola nad kodem, modelami, aktualizacjami i architekturą usług pozostaje w rękach globalnej centrali - podkreślono.
Komisja Europejska już na początku czerwca ogłosiła pakiet wzmacniający europejską suwerenność technologiczną, wskazując, że UE jest zbyt zależna od dostawców spoza Wspólnoty w obszarze chmury, AI, infrastruktury i własności intelektualnej. W ramach proponowanego Cloud and AI Development Act Bruksela chce stworzyć wspólne ramy oceny suwerenności usług chmurowych i AI oraz ograniczenia strategicznych zależności w infrastrukturze krytycznej – napisano dalej.
— Kto może wyciągnąć wtyczkę? To jest kluczowe pytanie — pytał Grzegorz Kowalczyk. Dziś cyfrowa zależność nie oznacza już wyłącznie uzależnienia od konkretnej platformy czy dostawcy usług biurowych. Oznacza możliwość, że ktoś inny — na skutek decyzji politycznej, konfliktu geopolitycznego albo krajowych regulacji własnego państwa — może ograniczyć, zawiesić lub wyłączyć usługę, na której opierają się procesy biznesowe, administracyjne, badawcze czy bezpieczeństwo danych - wskazano.
— Dzisiaj wojny mogą się odbywać bez jednego wystrzału. Atakami na infrastrukturę. Te modele językowe są tak potężne, te rozwiązania AI są tak potężne, potrafią znaleźć luki w wielu systemach w taki sposób, że znów we wrogich mocarstw naszej zachodniej cywilizacji to się staje potężną bronią — podkreślił Bartek Godusławski.
Rozmówcy wskazali, że Europa musi dziś zrewidować jeszcze jedno złudzenie: przekonanie, że skoro dostawca technologii pochodzi z "naszego kręgu wartości", to ryzyko jest automatycznie ograniczone.
— Niedawno myśleliśmy, że jeżeli z naszego kręgu wartości pochodzi dostawca technologii, to wszystko jest okej. Nie musi być z Europy, Kanada, Stany Zjednoczone to jest nasz system wartości demokratycznych i idźmy w to. Ostatnie lata udowodniły nam, że być może te wartości jednak niektóre postrzegamy troszeczkę inaczej — mówił Godusławski.
Niedawno Komisja Europejska, prezentując nowy pakiet na rzecz suwerenności technologicznej, wprost mówiła o potrzebie uniknięcia sytuacji, w której dostawcy chmury dla najbardziej wrażliwych zadań publicznych mają "kill switch" – zaznaczył serwis.
Koszty suwerenności będą wysokie, ale koszt zależności może być jeszcze większy
W rozmowie nie ma entuzjazmu dla prostych recept. Kowalczyk podkreśla, że budowa europejskiej suwerenności technologicznej nie jest tania ani prosta. — Każdy by chciał mieć europejskiego czempiona, który nam zapewni bezpieczeństwo takich decyzji, ale to też nie jest proste. To się wiąże z kosztami, to się wiąże z know-how. Jeżeli ten system z kolei będzie suwerenny, hipotetycznie mówiąc, ale będzie horrendalnie drogi albo po prostu zawodny, to znowu będziemy mieli gigantyczny problem — mówił w podsumowaniu. (jmk)
Foto: Pixabay.com
Źródło: Businessinsider.com.pl
Jedna decyzja Trumpa i najnowsze AI wyłączone
